...CZARODZIEJE...


#KARTOTEKA#

2005
luty








#SZCZURY#

To Czytam
*Pamiętnik Gryffonki*
*Lidia Lavigne*
*Trino Riddle*
*Elendess Elwen*

Tu Byłam
*Inez Kitty Sabrina*

Nie Związane Z Tematem
*Rebetka*
*Boję się...*
*Ewuliczka*



Powered by Blog.pl

Info:
- Design by Michelle -
Content by samotnica




I
- ...GRYFFINDOR!!! - krzyknęła Tiara Przydziału, a z małego taborecika zeskoczyła młoda dziewczyna.
Podbiegła z entuzjazmem do stołu przyozdobionego czerwonymi barwami Godryka i usiadła na jednym z wolnych miejsc. Nie zdawała sobie jeszcze wtedy sprawy, jaki popełniła błąd. Bowiem tuż obok niej znajdowała się czwórka przedziwnych chłopaków, których każdy w szkole znał.
Banda Huncwotów. James, Syriusz, Remus i Peter. Osoby, z którymi nie można się nudzić. Robią tyle kawałów, że aż trudno pomyśleć, w jaki sposób przechodzą z klasy do klasy. Jak w takim nawału pracy (robienia psikusów o każdej porze dnia i nocy) można znaleźć czas na naukę i odrabianie prac domowych, których naprawdę jest nie mało?
Dziewczyna spojrzała podejrzliwie na osoby siedzące obok. Nic na razie nie wskazywało na to, że coś może się wydarzyć. Wyjęła więc z wewnętrznej kieszeni szaty czerwoną gumkę i związała nią swoje włosy, po czym zajęła się swoim kawałkiem tortu czekoladowego. Mimo wszystko czuła się dziwnie. Znała tą szkołę z opowiadań swojego kuzyna i choć wydawała się bardziej normalna niż jej poprzednia, to nadal nie była pewna, czy będzie tutaj pasować. W pewnym sensie trudno jest znaleźć prawdziwych przyjaciół, kiedy jest się nowym. Niektórzy z was na pewno to znają.
- Cześć! - usłyszała czyjś krzyk w swoim prawym uchu. Odwróciła się w stronę hałasu i ujrzała chłopaka, który chyba od lat nie był u fryzjera.
- Mam na imię James.
- Poraził cię prąd?
- Słucham? - chłopak spojrzał dziwnie na nową i zrobił bardzo śmieszną minę. Dziewczyna dostała ataku śmiechu.
- Chciałam powiedzieć, że jestem Virginia - powiedziała, kiedy się opanowała.
- Aha - odpowiedział chłopak i odwrócił się do swoich przyjaciół.
Virginia pomyślała, że to nie było zbyt grzeczne z jego strony. Postanowiła się nim nie przejmować i nałożyć sobie sałatki owocowej, kiedy ktoś złapał ją za rękę.
- Witaj Virginio, jestem Syriusz Black! Mówił ci już ktoś kiedyś, że masz piękne oczy?
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem. Była w szoku, chłopcy mówili jej zawsze wiele komplementów, ale nigdy nie tak... nagle! Inaczej była raczej odbierana w szkole.
Po chwili jednak "obudziła się", spojrzała na niego groźnie i wyrwała swoją dłoń.
- Nie spoufalaj się tak! Co ty sobie myślisz! - krzyknęła i kilkoro uczniów spojrzało w ich stronę.
- Ojej! Ona to jak Evans reaguje! - zapiszczał chłopak o mysich włosach, schowany za Syriuszem. - Tylko nie to!
Virginia zerknęła z ukosa na chłopaka, który z niewiadomych powodów przypominał jej szczura.
W tym samym momencie Dumbledore zapukał kilka razy łyżeczką w kieliszek, wstał i nakazał udanie się do swoich sypialni. Dziewczyna szybko ruszyła za jakimś prefektem, obawiając się, że dziwni chłopcy zaczną ją gonić. Rozglądała się wszędzie za swoim kuzynem, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Nie przejęła się tym zbytnio. Była zmęczona, pragnęła tylko położyć się na jakimkolwiek łóżku. Spać jej się chciało.


***


Virginia nie wyspała się dzisiaj. Łóżko wydawało jej się za twarde, więc w nocy przeniosła się do Wspólnego. Niestety, nie zaznała tam spokoju, ponieważ w drugim końcu pokoju za bordową kanapą leżała jakaś para zakochanych, głośno chichocząca. Dziewczyna postanowiła więc wrócić do swojego twardego łóżka. Zasnęła dopiero przed czwartą.
Na śniadaniu pojawiła się pół-przytomna. Szukając wolnego miejsca potknęła się o torbę pewnej Krukonki, a siadając stłukła szklankę i wysypała na siebie jajecznicę pewnego chłopaka siedzącego obok.
- Reparo! Chłoszczyść! - powiedziała już zdenerwowana. - Sorry za twoją jajecznicę... - zwróciła się do chłopaka.
- Nic nie szkodzi. Nazywam się Remus - wyciągnął rękę w stronę dziewczyny, a ta spojrzała na nią niepewnie, jakby się wachając, ale w końcu ją uścisnęła.
- Virginia.
- Jesteś tutaj nowa, prawda?
- Tak... Przeniosłam się z Rio de Janeiro - powiedziała i zauważyła złotą odznakę z literką "P" na piersi chłopaka. Skojarzyła go dopiero po chwili. To właśnie za Remusem szła wczoraj do Pokoju Wspólnego Gryffonów.
Chłopak zauważył, że Virginia długo przygląda się jego odznace i uśmiechnął się blado.
- Nie zwracaj uwagi na to, że noszę odznakę prefekta, podobno jestem nawet normalny... - chłopak zastanowił się przez chwilę nad tym, co powiedział, po czym nałożył sobie na talerz dwa tosty.
Zapanowała chwila dziwnej ciszy, którą zburzył wielki huk. Virginia odwróciła się w stronę hałasu. W drzwiach Wielkiej Sali ujrzała śmiesznych chłopaków, którzy zaczepili ją wczoraj. Z niewiadomego nikomu powodu, tarzali się po podłodze wydając dziwne odgłosy. Kiedy wstali, byli cali w kurzu. Otrzepali się prusząc brudem na innych uczniów i zaczęli biec w jej kierunku.
Dziewczyna odwróciła się do stołu i zajęła się swoją jajecznicą, udając, że wcale ich nie zauważyła. Tak było łatwiej. Nie chciała się wdawać z nimi w żadne dyskusje, zdawała sobie bowiem sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Dla nich oczywiście.
Virginia nie była zwykłą uczennicą. Była to dziewczyna bardzo podobna do bandy Huncwotów. Tak naprawdę to nie przeniosła się tutaj tak po prostu. Wywalili ją ze szkoły, tak z dnia na dzień. Jej wybryki, kawały, odzywki... Jeszcze to dyrektor wytrzymywał. Virginia jakoś za każdym razem wywijała się przed wydaleniem ze szkoły. Chociaż robiła głupstwa, była lubiana przez grono pedagogiczne.
Jednak pewnego dnia zdarzyło się coś, co przeciążyło nad nią. Przegięła.
To miał być kolejny głupi żart. Jednak pomyliła składniki. Kilka innych czynników wpłynęło też na to, że powstał wielki "grzyb dymny"... Prawie zabiła siebie i innych ludzi w szkole! Troje nauczycieli i kilkanaście jej kolegów i koleżanek trafiło do szpitala z ciężkimi obrażeniami. Trzecie piętro i jedna z wież była doszczętnie zniszczona.
Dyrektor nie chciał mieć problemów w swojej szkole. A Virginia, niestety, była tak naprawdę jednym wielkim problemem.
Właśnie dlatego teraz płaci tak wielką cenę za niedopracowany plan. Często zadręczała się z tego powodu... "Zbyt mało nieprzespanych nocy na niego poświęciłam" - myśl, że gdyby bardziej się przyłożyła i wszystko byłoby dobrze - nie dawała jej spokoju.
Nie chciała tutaj przyjechać. Wolała swoje obeznane tereny, tamtejszych ludzi. Niestety, tylko tutaj ją chcieli.
Tam wyrobiła już sobie opinię buntowniczki i gejzeru pomysłów na wysadzenie czegokolwiek. Ludzie lubili o niej rozprawiać, zawsze krążyło o jej osobie wiele plotek.
Dopiero co rówieśnicy zaczęli się jej bać, a już musiała wyjechać. Zawsze kiedy szła korytarzem, ludzie spoglądali na nią z niepewnością - czy teraz też coś dziwnego się nie zdarzy? Była lubiana przez uczniów z wyższych klas, co było bardzo rzadkie. Zapraszano ją na imprezy, nie mogło jej zabraknąć, przecież to była Virginia de la Corrientes. Śliczna, wesoła... popularna.
Wydawało jej się to wielce niesprawiedliwe. Zastanawiała się, po co się tak starała, skoro teraz cały jej wysiłek poszedł na marne? Zapracowała na to wszystko. Sześć lat... Nie chciało jej się już zaczynać wszystkiego od początku.
Po chwili jednak Virginia uśmiechnęła się do siebie. Pocieszyła ją myśl, że zapamiętają ją tam na długo. Dostało jej się bowiem honorowe miejsce w gablocie "najgorszych uczniów szkoły", chociaż już do niej nie należała.
- Cześć Remus!!! - wykrzyknęli chłopcy chórem do prefekta.
- Cześć łobuzy! - odpowiedział im i uśmiechnął się szczerze. Naprawdę ucieszył się na ich widok, co bardzo zdziwiło Virginię.
- Ja nie rozumiem Syriusz, jak on może z rana wstawać na śniadanie i nie spóźniać się na lekcję, kiedy jeszcze tej samej nocy... ałć! - Syriusz uderzył Jamesa łokciem w bok i wskazał na dziewczynę.
Doskonale wiedziała, że się na nią teraz gapią, ale nie dawała sobie tego po sobie poznać.
- Cześć Virginia! - usłyszała chórek tuż za sobą.
Dziewczyna odwróciła się do chłopców ze sztucznym uśmiechem. Nie miała ochoty z nimi rozmawiać, ale mimo iż była "łobuzem", matce udało się wpoić w nią kilka zasad dobrego wychowania.
- Witajcie - odpowiedziała, po czym wróciła do jedzenia śniadania.
- Virginio, jesteś dzisiaj nie w sosie?
- Ona chyba ma tak zawsze, Syriuszu... mówiłem, że ona jest jak Evans! - zapiszczał Peter.
- Nie rozumiem Cię, Glizdogonie, przecież Lily jest śliczna, cudowna, piękna! Ma taki słodki uśmiech! ...
- Ale Cię nie lubi, kiedy Cię widzi, to ucieka, a jak próbujesz się z nią umówić to wydziera się na cały korytarz i wyzywa Cię od najgorszych... - stwierdził żartobliwie Syriusz.
- Cicho bądź Łapo!
Chłopcy zaczęli się potem kłócić i tarzać pod stołem, ale Virginia już ich nie słuchała. Ciekawiło ją, kim jest ta Lily Evans, o której oni ciągle mówią.
- Virginia! - dziewczyna od razu poznała jego głos.
Natychmiast wstała od stołu i odwróciła się. Na jej twarzy nagle pojawił się promienny uśmiech. Podeszła do Marshalla, swojego jedynego kuzyna.
Nie myślała wtedy o tym, że wiele osób się na nią gapi. Przecież nigdy o tym nie myślała, była nawet do tego przyzwyczajona. Przytuliła czule swojego kuzyna, a potem ruszyli razem objęci w stronę Wielkich Drzwi, głośno śmiejąc się.
- Jak takiemu kolesiowi jak Marshall, udało się poderwać taką laskę jak ona? - James wypowiedział na głos swoje myśli.
- Co Rogaczu, przerzucasz się na Virginię?
- Jak możesz Łapo? Nie mówię, że Virginia jest brzydka, ale Lily wielokrotnie ją przewyższa!
Przyjaciele zaczęli się śmiać z oburzenia Jamesa.
- Ty się tak nie oburzaj, tylko się zacznij rozglądać! - zaśmiał się Łapa.
- Niby dlaczego? - spojrzał niepewnie w prawo i w lewo, co wyglądało przezabawnie.
- Twoja Love właśnie wchodzi do Wielkiej Sali - zapiszczał podniecony Peter.
James poleciał jak na skrzydłach, słysząc, że "jego" Lily idzie. Po chwili można było usłyszeć stanowcze...
- Potter odwal się! Nie! Nie umówię się z tobą! Potter ty idioto! Daj mi święty spokój!!!
Syriusz i Remus zostali sami przy stole (Glizdogon zniknął - chłopcy nie zauważyli nawet kiedy i gdzie poszedł).
- A może ty, Łapo, przerzucisz się na tą nową?
- Chodzę teraz z Julią.
- Wiem. Ale sam mi przecież wczoraj mówiłeś, że nic już do niej nie czujesz...
- Tak. Właściwie nigdy nic do niej nie czułem.
Remus nie rozumiał przyjaciela. Nie wiedział jak można tak się zachowywać. Te wszystkie naiwne dziewczyny były zakochane na zabój w Syriuszu Blacku. Tak jak Julia - gotowa zrobić dla niego wszystko i dać mu całą siebie.
"O wilku mowa, a wilk tu".
Właśnie podeszła do chłopców.
- Wiiitaj Syriii! - zapiszczała na powitanie mu słodko do ucha.
- Cześć Julia - odpowiedział oschle.
- Co masz ochotę dzisiaj robiiiić??
- Nie wiem. Chodźmy może do sowiarni...
- Dobrze! Och Syriii jesteś taki słiiit!
Łapa wstał, a Julia zaraz uczepiła się jego ramienia. Poszli w kierunku Wielkich Drzwi.
"Czy ona jest ślepa?" - pomyślał Remus, widząc jak Syriusz ją olewa, kiedy się do niego wdzięczyła. Rozejrzał się po sali. "Czy one wszystkie są ślepe?" - zapytał samego siebie, widząc jak wszystkie inne dziewczyny spoglądają na Julię z zazdrością.
Było mu jednak trochę żal Łapy. Ta dziewczyna nie dawała mu żyć. Syriusz miał szczęście, że ona nie jest z tego samego domu, bo wtedy już byłoby strasznie.
Remus pokręcił tylko głową, wziął swoją torbę i ruszył pod klasę do transmutacji.


***


- Przepraszam, że mnie nie było wczoraj na kolacji! - powiedział Marshall i przywołał do siebie jedną z sów. - Musiałem odrobić swój szlaban.
- Nic nie szkodzi - powiedziała wesoło Virginia.
Siedziała na jednym z okien. Był styczeń, na dworze było bardzo zimno. Virginia nie była przyzwyczajona do takiej pogody, u niej zawsze było strasznie ciepło. Trochę się trzęsła, ale nic nie mówiła. Cieszyła się, że może zobaczyć śnieg.
- Dziwię się, że trafiłaś do Gryffindoru. Z twoją przeszłością... - spojrzał z uśmiechem na kuzynkę.
- Ale jednak jestem w Gryffindorze...


*

W sali można było usłyszeć gwizdy (pozytywne i nie) oraz szepty i chichoty, które były wywołane przez minę Virgini, która patrzyła z obrzydzeniem na szmatę, którą właśnie zakładano jej na głowę.
Chwilę później dziewczyna usłyszała dziwny głos, wydobywający się tak jakby z głębi jej czaszki.
- Hmm... wielki potencjał... tak... tylko jak na razie, zawsze wykorzystywany do nieczystych celów...
Virginia uśmiechnęła się pod nosem.
- Hufflepuff odpada na samym początku, zmarnowałabyś się tam... nie, nie Ravenclave, nie lubisz się uczyć... lubisz za to niszczyć, ale w gruncie rzeczy nie ludzi, tylko przedmioty, więc nie pasujesz do Slytherinu... myślę, że odnajdziesz się wśród szlachetnych rycerzyków... GRYFFINDOR!!!

*


- Nie chcesz mieć mnie w swoim domu? - Virginia zmarszczyła swoje i tak cienkie brwi (wyrywała je regularnie), udając smutek.
- Ty byś lepiej się na aktorkę nadawała! - roześmiał się w głos. Potem przywiązał list do nóżki sowy i wypuścił ją przez okno. - Zejdź z tego okna, rozchorujesz się!
Dziewczyna posłusznie zeszła.
- Trzęsiesz się jak osika! - Marshall oddał Virgini swój płaszcz, po czym objął.
Drzwi się otworzyły z łoskotem. Stał w nich Syriusz wraz z Julią.
Cała czwórka patrzyła przez chwilę na siebie. Marshall rozumiał, że para przyszła tutaj w nadziei, że będą sami. I w ogóle to był Syriusz Black, nie chciał mieć kłopotów, więc powiedział:
- To my już idziemy.
Pociągnął za rękę Virginię i szybko wyszli z sowiarni.
Syriusz patrzył chwilę za nimi, jednak z jego rozmyślań, obudziła go Julia.
- Syriii, może wejdziemyyyy?
- Ach... tak, jasne.
Łapa zamknął drzwi i podszedł do Julii, która stała przy ścianie. Ta pocałowała go namiętnie, a ręka Syriusza powędrowała gdzieś w dół.
Może ta cała Julia była bardzo pusta i mówiła strasznie słiiit, ale Syriusz nie mógł jej zarzucić, że źle całuje i że nie potrafi zaspokoić jego oczekiwań...

by samotnica | 2005-02-25 21:33:58 | skomentuj! (17)